Listy do Marii

wtorek, 20 września 2016

ROZMOWY Z MOIMI ANIOŁAMI

Dziękuję za ludzi, których Anioły postawiły na mej drodze.
Aby poprawić swoje życie należy prosić, w moim przypadku rozmowa z Aniołami, szczera i  rzeczowa zawsze prowadzi do zmian na lepsze. Zmiany zazwyczaj nie przychodzą natychmiast, najczęściej pojawiają się w odpowiednim dla nas momencie. Nauczyłam się już pokory i wiary w to, że mogę osiągnąć wszystko, co jest dla mnie dobre, ale we właściwym dla zmian momencie. 
Opowiem Ci jak to było ze mną jeżeli chodzi o pisanie. Zawsze odkąd pamiętam, lubiłam pisać. Pisałam dzienniki, pamiętniki, wspomnienia, listy do siebie, które nazywałam „Listy do przyjaciółki”. Kiedyś zapytałam moje Anioły o sens tego mojego pisania. Zrobiłam to tuż przed snem, poprosiłam o wskazówki co mam zrobić by te moje pisanie przyniosło radość i przesłanie wielu ludziom. Położyłam się spać i możecie mi wierzyć albo nie, ale przyśniła mi się opowieść, cała książka! Rano zaraz po przebudzeniu zapisałam ją w formie punktów i potem dzień po dniu zapisywałam kolejne strony. Kiedy napisałam część książki dałam ją do przeczytania mojej córce, a potem mojej siedemnastoletniej wnuczce. Obie stwierdziły, że jest bardzo ciekawa i zapytały gdzie mogą przeczytać dalszą część, bo ogromnie się im spodobała. Obydwie myślały, że to fragment jakiejś książki, który ściągnęłam z internetu. Kiedy opowiedziałam im jak powstał pomysł na moją książkę, dopingowały mnie bym pisała dalej. Miło jest kiedy komuś podoba się coś co robimy, więc zachęcona przez najbliższych pisałam z pasją, ale co rusz miałam wątpliwości czy dobrze i ciekawie piszę. Postanowiłam, że pokażę moją „twórczość” komuś, kto się zna na rzeczy. Póki co pisałam wytrwale dzień po dniu, tak dla siebie, aż tu nagle moja córka wpadła do mnie i oznajmiła, że jedziemy do Krakowa na spotkanie kobiet w ramach Kręgu kobiet pod nazwą Testosteron. Spotkanie będzie prowadziła fantastyczna dziewczyna, założycielka Latającej Szkoły, której byłam od dawna fanką i czytelniczką, pisząca „Listy miłosne”, Agata.
Jeszcze tego samego dnia znalazłam na stronach podanych przez Agatę kursy pisania i popatrzyłam na sympatyczną twarz młodej inteligentnej osoby i pomyślałam, droga Mario, „to będzie osoba, która mi pomoże” i byłam tego zupełnie pewna. Pojechałyśmy na spotkanie kobiet do Krakowa, powiem tylko, że było warto.
Zaraz następnego dnia zadzwoniłam do ciebie i upewniłam się – masz bardzo miły głos – że warto się spotkać i zasięgnąć fachowej porady. W przeddzień wyjazdu przeprowadziłam rozmowę z moimi Aniołami, najpierw podziękowałam za postawienie na mojej drodze ciebie, droga Mario, a potem poprosiłam, żeby spotkanie to było owocne i doprowadziło do wydania mojej książki.
Spotkałyśmy się w kawiarni, miejscu spotkań młodych ludzi, artystów, dla mnie to było ciekawe miejsce, które jeszcze dotąd nie odkryłam, chociaż do Krakowa jeżdżę dosyć często. Pomyślałam, że to dobry znak bo już czegoś ciekawego doświadczyłam i na pewno nie będę żałowała. Dziwne to było uczucie iść na spotkanie z kimś, kogo zupełnie się nie zna, a na dodatek jest w wieku moich dzieci. Trochę mnie ta sytuacja śmieszyła, ale co tam, całe życie trzeba się uczyć, prawda? Przed wejściem do kawiarni zadzwoniłam i zobaczyłam przez okno kawiarni miłą młodą osobę, która machała do mnie jakbyśmy się znały od dawna. Usiadłam przy twoim stoliku i zamówiłam moją ulubioną kawę z dużą ilością mleka. Bałam się Ciebie zapytać o opinię na temat mojej książki, więc z ulgą przyjęłam propozycję opowiedzenia czegoś o moim życiu, a że mówienie, a raczej opowiadanie jest moją drugą naturą poczułam się jak ryba w wodzie. Trochę mnie irytował fakt, że cały czas coś pisałaś, ale czułam, że uważnie mnie słuchasz i nawet zachęcasz do opowiadania zadając coraz to nowe pytania. A na temat książki a raczej jej fragmentu, nic, ani słowa, ale to mnie już akurat mało obchodziło, cieszył mnie sam fakt spotkania z tobą. Potem powiedziałaś parę ładnie dobranych słów na temat fragmentu który ci przysłałam. Zasugerowałaś, że powinnam napisać książkę, ale o sobie. Pojechałam do domu w cudownym twórczym nastroju, a potem przyszło zwątpienie, „jak mogę pisać książkę o moim zwyczajnym życiu. Uznałam że to ogromnie krępujące pisać sama o sobie. Jak to napisać, żeby się chciało komuś czytać?” Zdecydowałam że jakoś się wytłumaczę i nie będę pisać, odpaliłam mojego laptopa i pojawił się mi przed oczami piękny tekst: „Bądź odważny. A jeżeli nie jesteś, udawaj, że jesteś. Nikt nie zauważy różnicy. Bądź oryginalny. Jeżeli to oznacza odrobinę ekscentryczności, to nie szkodzi. Bądź otwarty i dostępny. Następna spotkana osoba może zostać twoim najlepszym przyjacielem. Bądź szeroko otwarty na zmiany, ale nie rezygnuj ze swoich wartości. Jeżeli bardzo chcesz coś zrobić i masz wewnętrzne przekonanie, że powinieneś to zrobić, to rób. Intuicja jest często równie ważna jak fakty. Módl się nie o rzeczy, ale o mądrość i odwagę. Nie myl zwykłych niedogodności z prawdziwymi kłopotami. Nie wierz we wszystko, co usłyszysz, nie wydawaj wszystkiego, co masz i nie śpij tyle, ile chcesz. Okazuj szacunek wszystkiemu, co żyje. Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi, coś kocha i coś stracił. Uśmiechaj się jak najczęściej. To nic nie kosztuje i jest bezcenne. Życie co jakiś czas podaruje ci cudowną chwilę. Naciesz się nią”.
Pomyślałam, że to moja wnuczka napisała do mnie to przesłanie i poczułam, że serce mi mięknie a oczy się szklą. „Jak ja mogłam się tak szybko poddać, skoro tyle osób we mnie wierzy?” Pomyślałam, pomedytowałam i postanowiłam opisać swoje życiowe doświadczenia w formie listów do Marii. Następnego dnia spotkałam się z wnuczką, żeby podziękować za tak piękne słowa, które dla mnie napisała. Najpierw mnie wysłuchała, potem poprosiła o włączenie laptopa i sprawdziłyśmy ikonkę pod którą postanowiłam pisać moją nową książkę i z ogromnym zdziwieniem stwierdziłyśmy, że żadnego wiersza tu nie ma. Wnuczka się tylko uśmiechnęła, kliknęła w ikonkę obok i okazało się, że owszem napisała, a raczej spisała kiedyś ten tekst, bo lubi takie mądre kawałki ale, już dawno, kiedy popsuł się jej laptop i ja jej pożyczyłam swój. I niech mi ktoś powie, że Anioły nad nami nie czuwają!
Ps. Droga Mario pragnę Ci podziękować, że wtedy odwiodłaś mnie od pisania mojej pierwszej książki i zmotywowałaś bym przez rok szlifowała pisanie pod Twoim bacznym okiem. Listy do Marii stały się dla mnie wielką lekcją pisania. Po roku dojrzałam do tego by zacząć pisać od nowa, to co dawno rozpoczęłam. Napisałam książkę z której jestem dumna i to wcale nie o sobie, a kobiecie takiej jakich wiele. Kobiecie, która zasługuje na szczęście. W taki sposób powstała książka Anielska Przystań najważniejsza dla mnie bo od niej właśnie zaczęłam wielką przygodę zwaną pisaniem. I niech mi ktoś powie, że Anioły nade mną nie czuwają!

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close